wtorek, 14 lutego 2017

A więc, czego mi trzeba?

  Przyznam, że jestem nieco rozdarta.  
     Z jednej strony  chciałabym uwolnić się od tego co zbędne i w nadmiarze, urzeka mnie idea minimalizmu i  dążenie do prostoty.  Z drugiej strony ekologiczne sumienie kieruje mnie w stronę zmniejszenia własnego udziału w degradacji Planety.  Racjonalna konsumpcja, świadome zakupy i obserwacja własnych potrzeb, by odróżnić je od zachcianek, idą w parze, ale wciąż miotam się pomiędzy gromadzeniem a wyrzucaniem.
   Lubię ten etap porządków, który polega na uwalnianiu przestrzeni, kierowaniu przedmiotów dalej w świat, redukcji nadmiaru, ale za lekkością z jaką kolejne rzeczy lądują w koszu na śmieci kryje się refleksja, co dalej?  
     Bo, czy nie dało się tego uniknąć?  Można było nie kupować, nie przynosić, nie gromadzić.  Być może dałoby się to jeszcze jakoś wykorzystać, czasem w nowy, niekoniecznie oczywisty sposób.  Może jeśli nie ja, to ktoś inny zechce/będzie potrafił tchnąć nowe życie w problematyczny przedmiot.  
     Prześladuje mnie poczucie odpowiedzialności za rzeczy.             Jednocześnie czuję się niewystarczająco radykalna by zanurzyć się po uszy w fascynujących mnie ideach.  Minimalizm- są obszary gdzie (jeszcze) nie chcę/nie potrafię się ograniczać.  Zero waste- brzmi jak bajka, zbyt piękne by mogło być prawdziwe, choć marzę o pozbawionym śmieci i marnotrawstwa świecie .  
     A jednak chcę.  Raczej drogą ewolucji, przyglądając się temu co faktycznie jest dla mnie na chwilę obecną osiągalne, da się zakorzenić w codzienności, nie będzie jedynie słomianym zapałem.

A więc czego mi potrzeba i ile z tego już tak naprawdę już mam?

Zacząć od tego co najbliżej i wykorzystać to co już mam pod ręką.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz