niedziela, 5 marca 2017

Czarny bez bez obciachu, czyli żelki z gumijagód

     Może nieco nietypowo, ale patent wydaje mi się wart uwagi.  

Czekoladki?  Nie- środek leczniczy, czytajcie dalej...


     Męczyło mnie ostatnio przeziębienie, które z grubsza udało mi się zwalczyć domowymi sposobami.   Pozostawiło jednak po sobie złośliwy ślad w postaci uporczywego kaszlu.  Po kilku dniach bezskutecznej walki postanowiłam skapitulować i zasięgnąć rady profesjonalisty.  Pani doktor ku mej radości stwierdziła że to nic wielkiego, poleciła zaczynać dzień szklanką ciepłego mleka i zaordynowała syrop.  Zakupiłam jedno i drugie, po czym zgodnie z zaleceniami opróżniłam obydwie butelki, choć ciepłe mleko należy do jednej z ostatnich rzeczy na którą rano mogłabym mieć ochotę.  Szczerze powiedziawszy mleko lubię, ale jedynie zimne, a i tak nie pijam od kilku lat.  Nasze drogi się rozeszły, gdy wyszło na jaw, że skutecznie potęgowało trądzik, który spędzał mi wtedy sen z powiek.  

     Wracając do tematu- nawet coś pomogło, ale problem nie zniknął.  Udałam się zatem na gościnne występy i wytargałam z rodzinnej piwniczki sok z owoców czarnego bzu. Zbierałam się tak długo do zbiorów tych drogocennego owoców, że nie przygotowałam własnych zapasów.  An w tym roku, ani w poprzednim.  A chciałam, naprawdę.  Bo wiem, że warto mieć.  Mea culpa.  Planuję się w tym sezonie poprawić.  

     Sok należy zażywać po łyżce w regularnych ostępach czasu i nie żałować sobie specyfiku.  Ja trzymałam się tempa 1 łyżka co pół godziny.  Wcześniej delikatnie go podgrzałam.  Efekt piorunujący!  Tylko jak tu kontynuować kurację, gdy rano do pracy rodacy?   Poza właściwościami zdrowotnymi sok z czarnego bzu pięknie bowiem barwi usta, zęby i język.  W zasadzie zabarwi wam co tylko chcecie.  Skutecznie.  
    Żal jednak nie skorzystać z tego dobra.  Wyglądać niczym bohater baśni Konopnickiej (Na jagody) też wśród ludzi nie bardzo.  I tu olśnienie! Przerobiłam sok na żelki.  Może to i dziwne, ale działa i pozwala to spożywać bez śladu.  



Przepis:

Pół szklanki soku z czarnego bzu

Łyżeczka agaru

Sok zagotować, wsypać agar, dokładnie wymieszać* i przelać do foremki.  Zostawić do stężenia- można w tym celu na kilka minut umieścić w zamrażalniku.  

Mój sok nie zawierał cukru, ale jeśli komuś to przeszkadza śmiało można go posłodzić. Sprawdziłam z ksylitolem.  Jako foremki można użyć silikonowego pojemnika na kostki lodu lub czekoladki. Może też być zwykła miseczka.  Masa po stężeniu z łatwością daje się wyjąć. Można ją kroić na mniejsze kawałki a nawet wykrawać małą foremką do ciastek dowolne kształty.  
Gdyby żelki wyszły Wam za twarde lub za rzadkie śmiało można je ponownie ugotować i zmienić proporcje dodając więcej soku lub agaru.  Agar ma taką wygodną właściwość- potwierdzam, bo sprawdzałam.  

Całość nie zajmie więcej niż 5 minut.  

Smacznego!


* Pomogłam sobie spieniaczem do mleka.  Wymieszał to w kilka sekund.

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe, nie znałam tego :) Może sama spróbuję zrobić coś takiego. :)

    1) Gdzie można kupić ten agar?
    2) A próbowałaś mleko bez laktozy?

    OdpowiedzUsuń
  2. 1) Jak wszystko w internecie, mi kupiła go siostra w jakimś sklepie dla wegan we Wrocławiu, a od jakiegoś czasu widuję u siebie w sklepie Społem na dziale ze zdrową żywnością, więc trzeba się rozglądać, być może w marketach też, ale za rzadko odwiedzam te przybytki :)
    2) Nie, aby nie przesadzać z nabiałem stawiam raczej na sery od czasu do czasu,a inne szaleństwa sporadycznie. Przyzwyczaiłam się pomijać mleko w przepisach albo zastępować je roślinnym, więc nie tęsknie i jakoś nie mam zaufania zarówno do produktów pozbawionych wbrew naturze czegoś w procesie produkcji jak i tych ekstra wzbogaconych np. witaminami.

    OdpowiedzUsuń