czwartek, 13 kwietnia 2017

Powolna redukcja garderoby cz.1

     
         Chyba każdy, kto zaczyna świadomie rozglądać się wokół i redukować wszechobecny nadmiar, staje przed tym dylematem.  A właściwie staje przed szafą i zaczyna dumać... Oględziny dobytku w 99% przypadków prowadzą do stwierdzenia, że ubrań jest za dużo, a czystki w garderobie są konieczne. Nie stoi to na przeszkodzie stwierdzeniu, że nie mam się w co ubrać :)




     Zwykle tego typu historie wspominają o kilku workach wyrzuconych lub oddanych ubrań.  Gdybym postanowiła wyrzucić z szaf kilka worków ubrań zapewne nie miałabym co na siebie włożyć.  Nigdy nie doszłam do takiego etapu gromadzenia, ale i tak w szafie robiło się zdecydowanie za ciasno, a spora część garderoby zalegała nieużywana.  Chodziłam wokół tego tematu dość długo, bo takie zwyczajne pozbywanie się problemu poprzez wyniesienie z domu kilku worków nie było akceptowalne przez moje ekologiczne sumienie.  
    
      W pierwszej kolejności pozbyłam się ubrań, które trafiły do konkretnych osób.  Najzwyczajniej w świecie oddałam je komuś, komu będą służyły.  Zredukowało to kolekcje o kilka sztuk i przyznam, że widok znajomej w waszym niekochanym od dawna, ale świetnie zachowanym sweterku daje poczucie ulgi- nie zmarnowało się!

     Kilka sztuk odzieży zostało wytypowane na handel- tu sprawdza się u mnie OLX, z którego sama chętnie korzystam, gdy czegoś potrzebuję.  Wpływy do budżetu z tego procederu są niewielkie, ale rekompensują przynajmniej czas poświęcony wizytom na poczcie.  Fakt, że kolejne elementy garderoby uwolniły przestrzeń- bezcenny.  Dodatkowo brak opłat na tym portalu pozwala na spokojne oczekiwanie, aż ktoś zgłosi się po nasze szmatki, a to zwykle trwa i należy uzbroić się w cierpliwość.  Ja mam w szafie pudełko do którego wkładam ciuchy wystawione na sprzedaż, bądź wytypowane na oddanie i tam spokojnie sobie leżą czekając na nowego właściciela.

     Co jednak z całą resztą, z którą nie umiałam się rozstać lub nie nadawała się już by przekazać ją komuś innemu?  Tu postawiłam na niepopularne rozwiązanie, które miało być jednocześnie eksperymentem i małą karą za zbyt częste zakupy (choć mam wrażenie, że w skali społeczeństwa nie kupowałam jakoś specjalnie dużo ubrań).  Postanowiłam rozprawić się z problemem tak jak zapewne robiono to od wieków, nim zagościły w naszej rzeczywistości galerie handlowe i możliwość zakupów przez internet.  Kupiłaś - to używaj.  Zwyczajnie korzystaj z tego na co wydałaś swoje ciężko zarobione pieniądze.  Zastanów się czy aby na pewno nie ma w szafie już czegoś, co właśnie wydaje się niezbędne i warte zakupu.  Zmusiłam się do większej kreatywności i sięgnęłam wgłąb swoich szaf i szuflad.  Dlaczego nie noszę tej bluzki, na jaką okazję czeka ta sukienka? Itp, itd....  Przecież sama kupiłam te ubrania, więc w jakiś sposób odzwierciedlają mój gust i poczucie estetyki. Zadecydowałam więc, że wyduszę z tego co mam jak najwięcej.  Zużyję, zedrę, przerobię.  A przy nowych zakupach wykażę się większą ostrożnością. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz