środa, 3 maja 2017

Powolna redukcja garderoby cz.3




     O moim sposobie na powolne i bezstresowe redukowanie zawartości szafy już było.  Pozostaje kwestia tego co dalej?  Co z elementami, które z racji swojego zużycia wypadają z obiegu?  Czym je zastąpić.  

     Siłą napędową moich działań jest zamiłowanie do porządku i niezagraconych przestrzeni oraz aspekt ekologiczny. Odpada zatem wyrzucanie do zwykłego kosza wyeksploatowanych ubrań.  Lądują w specjalnych kontenerach, a jak to wygląda w praktyce można przeczytać tutaj. Nie będę się powtarzać, wszystko jest tam pięknie wyjaśnione, a sam blog jest kopalnią fantastycznych pomysłów.  

   Czasem jednak warto zastanowić się, czy aby nie da się tych zmaltretowanych szmatek jeszcze jakoś wykorzystać.  Ściereczki do sprzątania, czy czyszczenia butów w moim domu pochodzą ze zużytych bawełnianych koszulek.  Niełatwo trafić na idealny do sprzątania i chłonny materiał, więc nie przepuszczę żadnemu rokującemu w tym kierunku skrawkowi bawełny.  Wystarczą umiarkowane zdolności krawieckie, żeby z resztek uszyć np. woreczki.  W sieci aż kipi od upcyclingowych inspiracji.  Kilka sztuk odzieży nienadającej się do noszenia zostawiłam sobie ze względu na interesujący wzór czy materiał- czekają aż przyjdzie wena i właściwy moment, żeby nadać im drugie życie.  

     Kiedy patrzę na to, w jakim tempie redukuje się garderobę "przez zużycie", konieczność zakupowych wycieczek wydaje się raczej odległa w czasie.  To nie kuchenne zapasy, które można zużyć w przeciągu kilku dni czy tygodni.  Prędzej, czy później nadejdzie ten moment. Ubrania się wykruszą i ciężko będzie znaleźć dla nich zamienniki.  

   Właśnie- zamienniki! - bo kreatywne podejście do garderoby pozwala spojrzeć na poszczególne jej elementy w nowym świetle.  Zamiast szukać nowego wiosennego płaszcza, zaczęłam na jego miejsce nosić dość ciężki, nietypowo skrojony żakiet.  Nie sprawdzał się na co dzień, ale jako okrycie wierzchnie okazał się idealny!  
     Gdy brakuje mi pomysłów, myślę sobie, co bym zrobiła, gdybym absolutnie nie mogła sobie pozwolić na nowy zakup. Czasem to pomaga i do głowy wpadają nowe pomysły.  Każda szafa jest inna i każdy będzie miał inne możliwości ,a co za tym idzie pomysły na jej wykorzystanie.  

     Czasem zmiana przeznaczenia ratuje sytuację.  Koszulki, które są wygodne,a z różnych przyczyn nie noszę ich na co dzień zaczynają nowe, nocne życie i stają się elementami piżamy.  W tym samym celu oddelegowałam kiedyś dresowe spodnie.   Nie znoszę tego typu ubrań,więc  zalegały kilka lat, aż zostały częścią zimowego zestawu do spania i tu doceniłam wreszcie walory materiału.  Nocny upcycling jest chyba moją specjalnością, bo w roli szlafroka męczę ostatnio wygodną bluzę odziedziczoną po małżonku.  Posiadam, też tradycyjnie uznane za piżamę elementy garderoby- nie każdy mój nocny outfit jest taką zbieraniną :D  Ale własne kompozycje okazują się być w moim przypadku najbardziej trafione.  

Tym sposobem znowu nie dotarłam nawet do kwestii zakupów.  O tym innym razem.  

2 komentarze:

  1. U mnie jest tak samo ze ściereczkami z koszulek :-) I z "zestawami piżamowymi"! Chyba właśnie najlepiej śpi mi się w takich mięciuchnych, bawełnianych koszulkach, a przy okazji dzięki temu zyskują nowe, nocne życie :D

    OdpowiedzUsuń