niedziela, 2 lipca 2017

W lekkim rozgardiaszu



   Zbierałam się do popełnienia jakiegoś wpisu w tym moim małym wirtualnym światku, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie.  Po świadomej przewie wywołanej natłokiem pracy i nauki w życiu realnym i po małych wakacjach nazbierało się trochę w mojej głowie.  

    Plany na ten weekend zmieniały się bardzo dynamicznie, by ostatecznie niedziela zaskoczyła mnie totalnym uziemieniem pod postacią braku samochodu i towarzystwa.  Ostatecznie, choć początkowo niechętnie uznałam ten nieoczekiwany rozwój wydarzeń za wspaniałą okazję do tego, żeby wreszcie zająć się sobą.  Pomyśleć, poczytać, coś napisać, poćwiczyć, zaplanować....   Tylko ja i ja, sam na sam.  Chwilę po niespiesznej porannej kawie odezwał się telefon- stęskniona rodzina (widzieli mnie wczoraj rano...) kusi popołudniem na wsi.  Szofer, ze się tak wyrażę, zajedzie pod drzwi ;)  
Jestem wiecznie stęskniona za sielskimi krajobrazami, zdradzam więc wielką płytę bez wahania i zmieniam swoje plany. Dwie godziny później staje przede mną małżonek, którego miało dziś nie być i ponownie wymusza drobną korektę działań.  
   
   Znowu więc nie napiszę tego co sobie zaplanowałam, ale postanowiłam zaczepić się chociaż w swojej wirtualnej przestrzeni, by nie przedłużać przerwy i zmobilizować się do działania.  
Mam sporo przemyśleń na temat tego,  czego mi trzeba.  I jeszcze więcej pomysłów.

A teraz trzeba mi słońca, wiatru i zieleni....

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz